Czynności autoerotyczne są naturalną dla człowieka formą ekspresji seksualnej. Nie jest prawdą, że z masturbacji się wyrasta. Dla wielu ludzi jest to równoległa do współżycia z partnerem forma zaspokajania potrzeb seksualnych. Orgazm uzyskany w ten sposób jest dla organizmu absolutnie pełnowartościowy. Nie jest prawdą, że masturbują się wyłącznie mężczyźni.
Masturbacja jest szkodliwa w trzech przypadkach:
- gdy pieścisz się niebezpiecznym narzędziem
- gdy masz z jej powodu wyrzuty sumienia, traktujesz jak coś złego i brudnego
- gdy się uzależnisz, przy czym uzależnienie od masturbacji jest tak samo szkodliwe jak wszelkie inne uzależnienia nie powiązane z przyjmowaniem substancji toksycznych. Nie jest prawdą, że każdy, kto się masturbuje może się uzależnić.
Masturbacja pomaga:
- w rozpoznaniu erotycznej mapy ciała
- w nauczeniu się najlepszych sposobów zaspokajania, co można następnie wykorzystać we współżyciu z partnerem
- odpręża, likwiduje napięcie, uspokaja
Historia
Nawet starożytni Chińczycy, otwarci na najróżniejsze techniki seksualne, masturbacji byli przeciwni. Wynikało to głównie z przekonania, że mężczyzna ma w ciągu życia określoną ilość stosunków, a więc i nasienia do dyspozycji, więc nie warto tak bezmyślnie nimi szafować. Zalecano masturbację jedynie w sytuacji, gdy mężczyzna pozbawiony był na bardzo długo towarzystwa kobiety. Uważano wtedy, że martwe nasienie blokuje przepływ energii, więc trzeba się go pozbyć. Najogólniej mówiąc, w kulturach w których istniały silne potrzeby, a więc i nakazy powiększania populacji, potępiano takie akty, bo prowadziły do "bezproduktywnego" zużycia nasienia. Żądano niekiedy nawet kary śmierci dla tak grzeszących istot. W średniowieczu uznawano masturbację za czyn wyjątkowo odrażający. Święty Tomasz z Akwinu uważał, że to grzech gorszy niż cudzołóstwo. Później z niewiadomych powodów przestano aż tak się masturbacją przejmować i nawet u św.Ignacego Loyoli, założyciela zakonu jezuitów, onanizmu nie ma w spisie grzechów.Ta cisza trwa aż do wieku 17 w którym ówcześni medycy doszli do wniosku, że sperma i wydzielina pochwy powstają w mózgu. W dobrej więc wierze zaczynają ostrzegać przed tym czynem, który ich zdaniem prowadzi do uwiądu, skretynienia, ślepoty, hemoroidów, obłędu i nawet śmierci, a praktycznie jest nieuleczalny.
W wieku XIX niektórzy zajmujący się tym problemem naukowcy doszli raptem do wniosku, że niski głos u kobiet to skutek nazbyt częstego samodzielnego drażnienia łechtaczki. Chłopcom krępowano na noc ręce, żeby nie mogli choćby przypadkowo otrzeć genitaliów. To była najłagodniejsza forma odzwyczajania z "najohydniejszego nałogu" - jak nazywano masturbację w ówczesnych publikacjach naukowych. Bardzo popularne i w powszechnym użyciu były wtedy różnego rodzaju gorsety, metalowe aparaty lub specjalne kaftany, które uniemożliwiać miały kontakt dłoni z intymnymi częściami własnego ciała. Jeszcze w 1905 roku jako środki zwalczające onanizm stosowano dość powszechnie: przypalanie żołędzi członka maścią rtęciową, przyżeganie kręgosłupa i genitaliów, zaszywanie srebrnymi drucikami, a niekiedy zalecano nawet amputację łechtaczki lub penisa i to nawet u dzieci. Dziś wiadomo, że masturbacja, szczególnie ta częsta, może być u dziecka objawem choroby lub nerwicy. Obecnie w systemach wychowawczych nie akceptujących zachowań autoerotycznych zamiast aparatów i ubrań uniemożliwiających dotyk stosuje się o wiele skuteczniejsze odstraszanie psychologiczne i zwraca się uwagę na rzekome zagrożenia wynikające z masturbowania. Przede wszystkim ma to być: zamknięcie się w świecie własnych doznań i fantazji, przedmiotowe traktowanie partnera, przyzwyczajenie do jednej formy pobudzenia.
Dlatego wszelkie techniki zawierające elementy autoerotyczne zaleca się jedynie osobom dla których dotykanie własnego ciała nie stanowi problemu ani psychologicznego ani moralnego.
Tekst: AR
Przeczytaj pierwszą część o historii masturbacji oraz dowiedz się dlaczego niektórzy lekarze zalecają masturbację w terapii własnej.