Nie lubię przegrywać z kobietami

Podczas jednego treningu zużywa 20 opon. Uwielbia samochody, jazdę w poślizgu i schroniskowego psa Borysa. Przeczytajcie o kobiecie, którą pociąga rywalizacja. Poczujcie prędkość i adrenalinę. Przenieście się na tor samochodowy i posłuchajcie opowieści czołowej polskiej drifterki – Karoliny Pilarczyk.

Jest sobota przed Świętami Wielkanocnymi. Spotykamy się w jednej z warszawskich kawiarni na rozmowę w oparach kawy, ale szybko zmieniamy plany i idziemy na spacer. Karolinie towarzyszy ukochany pies Borys. Przygarnęła go z domu adopcyjnego dla psów – czyli z miejsca, gdzie zwierzęta umieszczane są tymczasowo i jeśli nie znajdą opiekuna, oddawane są do schroniska. Rozmawiamy o historiach przygarniętych psów i kotów, a temat driftingu chwilowo schodzi na drugi plan. Karolina jest młodą, energiczną i uśmiechniętą osobą. Na codzień pracuje w Sygnity, z doskoku – zajmuje się dziennikarstwem motoryzacyjnym, a z zamiłowania – driftingiem. Kiedy w końcu zaczynamy rozmawiać o motoryzacji, wyraźnie się ożywia. Widać, że drfting wiele dla niej znaczy. Przed wami historia pasji, opowieść o jeździe w poślizgu, zawodach i wygrywaniu.

Parę słów o driftingu

Drifting to dyscyplina sportu motorowego polegająca na celowym zerwaniu przyczepności kół samochodu przy dużej prędkości i kontrolowanym poślizgu. Mówiąc w skrócie – samochód powinien cały czas się ślizgać i nie prostować. Prekursorami driftingu byli Japończycy, którzy w latach 60-tych nielegalnie pokonywali górskie drogi z wielką prędkością. Teraz drifting obecny jest tylko w miejscach do tego przeznaczonych. Podczas zawodów driftingowych nie bierze się pod uwagę czasu przejazdu. Ocenia się: długość poślizgu, moment, w którym zaczyna sie poślizg, kąt wychylenia, odległość i kąt nachylenia w stosunku do clipping point`u. Podczas zawodów pierwsze eliminacje jedzie się samemu, finałowa 16-tka walczy natomiast podczas tzw. drift battle, gdzie  jeden samochód naśladuje drugi. W ślizgu oczywiście.

Trudne dobrego początki

Polska Federacja Driftingu powstała w 2005 roku. Jej prezesem został najbardziej znany w Polsce, utytułowany zawodnik tej dyscypliny sportu, Maciej Polody. To właśnie on wprowadził Karolinę w świat samochodowego poślizgu. – Wszystko zaczęło się w 2000 roku – opowiada polska drifterka. – Zaczęłam startować wówczas w KSJ-ach (Konkursowa Jazda Samochodowa). Zauważyłam, że podczas wyścigu cały czas zaciągam ręczny. Wiedziałam, że to wydłuża czas przejazdu i sprawia, że tracę punkty, ale bawiło mnie ślizganie i nie mogłam się powstrzymać. Minęły cztery lata, zanim dowiedziałam się, że to oddzielna dyscyplina sportu motorowego. W 2004 roku Stowarzyszenie Sprintu Samochodowego przygotowało pokaz driftu, który wykonać miał właśnie Maciej Polody. Przed jazdą zaproponował, abym usiadła obok niego w samochodzie. Tak mi się to spodobało, że postanowiłam zaopatrzyć się w samochód tylno-napędowy (bo takie auto jest wymagane do tego sportu). W 2005 kupiłam BMW i rozpoczęłam swoją przygodę z driftingiem – opowiada Karolina.

Uczeń przerósł mistrza

Samochodami Karolina interesowała się od dzieciństwa. Z uśmiechem wspomina moment pierwszej, samodzielnej jazdy. – Gdy miałam 13 lat, tata wywiózł mnie na polne drogi i wsadził za kółko. Wtedy po raz pierwszy sama kierowałam samochodem – mówi. Potem sztuki motoryzacji uczył ją o rok starszy brat. – To on mnie nauczył, jak odróżniać marki i modele samochodów, co to są konie mechaniczne i moment obrotowy. Dzięki mojemu bratu złapałam bakcyla, ale to ja teraz startuję, nie on. Można by powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza – śmieje się Karolina.

Później wszystko potoczyło się szybko. Starty w KJS-ach, drifting, drag racing (wyścigi równoległe na czas). – Najpierw startowałam Daewoo Lanosem z silnikiem 1.4, potem kupiłam BMW 328 E 36 Coupe, ale nie miałam wystarczającej kwoty, aby go przerobić – opowiada Karolina. – Do 2007 roku próbowałam swoich sił na różne sposoby, ale dopiero gdy zmieniłam pracę, w końcu mogłam sobie pozwolić na dostosowanie samochodu do driftu. Szybko zaczęło mi brakować mocy, więc w 2008 roku kupiłam BMW M3 E36, wyrzuciłam wszystko ze środka, wstawiłam m.in. klatkę bezpieczeństwa (która pełni rolę ochronną podczas wypadku), kubły i zawieszenie. By ułatwić sobie kontrolę nad pojazdem, 320 koni mechanicznych zamieniłam na corvettowski silnik o mocy 400 koni. To usportowiona wersja, dużo mocniejsza. Oczywiście napęd jest na tylne koła. Czuć w nim niesamowitą siłę – opowiada Karolina.

– Czy można jeździć nim po mieście? – pytam z nadzieją, że może uda mi się załapać na rundkę w ślizgu. Słyszę jednak, że to zbyt niebezpieczne, że na ulicach są muldy, a samochód ma zbyt niskie i twarde zawieszenie. No coż, pozostaje mi kręcenie bączków moją podstarzałą, zasłużoną mazdą.

Z kobietą nie przegram

W driftingu pierwszy raz wystartowała w 2005 roku, czyli wtedy, kiedy powstała Polska Federacja Driftingu. – Na zawody namówił mnie Maciek Polody, ale nie byłam wówczas przygotowana i nie wyszło mi tak, jakbym chciała – wspomina Karolina. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Startując w różnych konkurencjach w całej Polsce, Karolina zdobyła kilkanaście pucharów. Za swój sukces uważa zdobycie w drifcie licencji. Dużo przyjemności sprawiają jej także zawody w drag racing – to wyścigi równoległe na ¼ mili, w których bierze się pod uwagę czas. Prędkość, adrenalina i rywalizacja sprawiają, że Karolina czuje się w swoim żywiole. – Od zawsze rywalizowałam z mężczyznami, chciałam pokazać, że mogę być lepsza. Ale nie mam problemu, jeśli przegrywam z mężczyzną. Co innego, jeśli miałabym przegrać z kobietą. To by bolało, bo ze startujących kobiet przeważnie byłam najlepsza. Dlatego rywalizację z kobietami traktuję zdecydowanie poważniej niż z mężczyznami – wyznaje Karolina.

Kobieta-drifterka

No właśnie – jaka powinna być idealna drifterka? Czy powinna być kobietą silną, odważną i lubiącą ryzyko? – To się tylko wydaje, że trzeba mieć stalowe nerwy. Wystarczy najzwyczajniej chcieć to robić, czuć to. Drifting jest bezpieczniejszy niż rajdy, gdzie ścigasz się między drzewami. Tu masz otwartą przestrzeń i możesz co najwyżej wypaść z toru i polecieć na trawę. Nawet jak będziesz dachować, ochroni cię klatka – zapewnia spokojnie Karolina. Na zawodach najwyżej wyrwała zderzak, ale nigdy nic poważnego się nie stało. Poza torem, zdarzyło się jej mieć dwie, niegroźne stłuczki. – Nie miałam urazu psychicznego. Bez problemu wsiadłam znowu za kółko – mówi. Niewątpliwie jednak uprawianie tej dyscypliny sportu uczy opanowania. – Przede wszystkim radzę sobie w ekstremalnych sytuacjach na drodze. Bardzo dużo jeżdżę samochodem, czasem robię kilkaset kilometrów podczas śniegu lub ulewy. Zdarzały się sytuacje, kiedy auto wpadało w poślizg. Na szczęście nigdy nie spanikowałam i udawało mi się wyprowadzić samochód na prostą – śmieje się Karolina. – A poza tym zdobyłam wiedzę na temat fizyki – oddziaływania sił, temperatur, ciśnienia. To wszystko sprawia, że lepiej rozumiem samochód.

Luksusowe hobby

Jeżeli zaciekawił cię drifting i chciałabyś spróbować w nim swoich sił, masz trzy wyjścia. Pierwsze – możesz udać się do Akademii Driftu Macieja Polodego (www.polodyperformance.pl ), gdzie otrzymasz do swojej dyspozycji instruktora oraz profesjonalnie przygotowane auto. Najtańszą opcją jest dołączenie do trenujących grup i przyjrzenie się temu sportowi z bliska. Drugie – możesz zaopatrzyć się w specjalnie przygotowany, tylnonapędowy samochód do driftingu (ceny zaczynają się już od 6-10 tys.), i trzecie – umówić się na trening. – Zwykle ćwiczymy średnio raz na dwa tygodnie – opowiada Karolina. – Wynajmujemy lonisko, np. w Modlinie, Sochaczewie lub Białej Podlaskiej, i jedziemy grupą w 10-15 samochodów. Zawsze wcześniej umawiamy się na forum www.racingforum.pl . W dziale tematycznym „drifting” można znaleźć informacje, gdzie zamierzamy się wybrać, i zgłosić swoją chęć uczestniczenia. Na pewno znajdą się ludzie, którzy zaoferują transport. Nie sądzę, żeby ktoś dał się przejechać swoim samochodem, ale myślę, że chętnych na podwiezienie kobiety nie zabraknie – śmieje się Karolina. Posiedzenie obok, na fotelu pasażera, często przesądzi o tym, czy ktoś nadaje się na driftera. Prędkość poślizgu (ok.130 km/h), adrenalina, szybkie tempo i swąd palonych opon mogą sprawić, że albo to polubimy, albo raz na zawsze zapomnimy o ślizganiu. Na co jednak powinniśmy się przygotować w przypadku złapania driftowego bakcyla? – To sport hobbystyczny, na który nie każdego stać. Tu trzeba mieć własny, odpowiednio przygotowany samochód. Nagrody na zawodach nie zwracają kosztów. Dużo się inwestuje, mało zyskuje. Na sam trening zabieram około 15-20 całych kół. Po 4 godzinach treningu opony do niczego już się nie nadają - kończy Karolina. Dlatego na początek proponuje przyjść na zawody, przyjrzeć się dyscyplinie, a potem umówić z kierowcą na towarzyszenie podczas jazdy. Tak samo jak kiedyś, po raz pierwszy, na fotelu pasażera przyglądała się driftingowi Karolina.

Karolina po godzinach

Wracamy samochodem po spacerze z Borysem. Karolina jeździ płynnie i spokojnie. Pies usilnie próbuje wdrapać mi się na kolana i wykorzystać moment zetknięcia twarz-pysk. Pytam Karolinę, co robi poza spacerami z Borysem, treningami i zarabianiem na utrzymanie swojego BMW. Niesiona przeczuciem, pytam o uprawiane sporty, czując, że wstrzeliłam się w sedno. Mam rację. – Gram w siatkówkę, w tenisa i squasha. Czasem pływam – opowiada z zapałem Karolina. – Kiedyś, przez długi czas, ćwiczyłam także sztuki walki – aikido, kung-fu i taekwon-do. To ostatnie przez 10 lat. Przez 5 lat podchodziłam bardzo poważnie do taekwon-do, zdobyłam nawet czerwony pas z czarną belką – opowiada.

Myślę sobie, że nie dziwię się kobietom, które przegrały z Karoliną – wysportowaną, silną i zmotywowaną do osiągania sukcesu, a przy tym tryskającą pozytywną energią, uśmiechniętą i otwartą. – Co robisz, gdy nie trenujesz? – pytam, przygotowana na opowieść o kolejnych sprawnościach życiowych. Słyszę jednak: – Zastanawiam się, co zrobić, aby być lepszą. To oczywiście pociąga za sobą cały szereg działań i myśli. Jeżeli mówimy o driftingu, to cały czas kombinuję, jak dobrze pojechać, co przerobić w aucie, ile będzie to kosztowało, skąd wezmę pieniadze i czy znajdę jakiś kompromis. Podobnie kombinuję, jeżeli chodzi o pracę, sport i własny rozwój. Cierpię na notoryczny brak czasu  – opowiada Karolina. – Jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia....

Zgadzam się z nią w stu procentach.


Tekst: Magdalena Fiejdasz

Najbliższe zawody w driftingu odbędą się 8-9 maja`09 w Kielcach. Aby zasięgnąć więcej informacji, wejdź na stronę Polskiej Federacji Driftingu - www.pdf.org.pl.
Karolina Pilarczyk - czołowa polska drifterka
Nie lubię przegrywać z kobietami jest:
 
Komentarze
  • Republikanka werbena 2009-04-17 11:29:55
    Zaloguj się, aby móc moderować.
    super pozytywna energia bije od bohaterki :)
Dodaj komentarz
Dodasz komentarz jako gość. Zaloguj się aby otrzymywać nagrody.
(za każde 5 aktywności bestseller audiobook gratis) Zarejestruj się
Dodasz komentarz jako . Jeżeli źle Cię rozpoznaliśmy zaloguj się.